...twoje szczere uczucia są przecież najważniejsze...
• godz: 18:36 data: 2009.03.6

chwila... marzenie... ulotna jak powiew wiatru, przez wielu niezauważona... tak naprawdę dla wielu ludzi nigdy nie zaistniała i nigdy nie umarła - słodki niebyt...

a jednak jest w niej coś takiego na co wszyscy czekamy, coś czego nie da się dotknąć... nic co da się zobaczyć... nic co mogło by istnieć poza tą chwilą. Może właśnie tu jest rozwiązanie zagadki... może tu kryje się jej wyjątkowość, w tym co przynosi, w tym co tylko my możemy dostrzec...

w naszej zachłanności; w tym, że to co przynosi nam chwila jest tylko nasze...

trwaj chwilo! jesteś piękna...
bo warto przeżyć wieczność w mękach dla jednej takiej chwili... dla blasku w twoich oczach, dla jednego uśmiechu, dla dziękuję, przepraszam, dla łzy która spłynie po policzku, kiedy spotykamy przyjaciela z przed lat...

dla chwil, które jak fotografie pozostaną w naszej pamnięci na zawsze, choć nigdy już wrócą...



Komentuj(0)
• godz: 23:25 data: 2008.06.20

No i się stało. Stało się to, co stać się musiało, choć stać się nie mogło. Wiem... stało się dziś, wczoraj i jutro, bo to, co się stało, nie stało się nigdy wcześniej i nigdy się już nie zdarzy... bo to, co było zdarza się raz tylko - na całe życie... na całą śmierć...

... jedno życie - jedna śmierć...

bliskie, a zarazem tak dalekie mi wspomnienie tamtej nocy,
znane, choć ciągle świeże, wciąż nowe...

nie wiem czym jest miłość? może..., bo choć znam dotyk wielu, jednych pragnę dłoni, jednych rąk pożądam; dłoni silnych w swej delikatności, pewnych lecz nieśmiałych; śmiałych lecz zawstydzonych... zagubionych w przestrzeni mego ciała... tych jednych szukam, te jedne mam... ich jednych słucham...

wiem - są...
wiem - będą...
zawsze były?


Komentuj(7)
• godz: 23:51 data: 2008.06.19

siedząc przy otwartym oknie,
 rozmyślam o przyszłości...
i marzę...

wyobraź sobie dom...
kwiecista łąkę, las i poruszające się po błękicie leniwe, niezgrabne, białe obłoczki... mały domek na skraju lasu... i dym unoszący się z komina...
i dzieci...
bawiące się dzieci...
niewinne i beztroskie
i tak bezwstydnie pełne życia...
małe okienka, z bielącymi się w słońcu firankami,
solidne, dębowe drzwi, chroniące przed całym złem tego świata,
a w nich Ty...
wychodzący mi na przeciw...
na spotkanie...
z otwartymi szeroko ramionami...
z tym, tylko Twoim, dobrym uśmiechem...

poczuj ciepło, które Cie przenika,
promienie słońca, które tak przyjemnie tańczą na naszych twarzach,
gaszone raz po raz chłodnymi podmuchami wiatru...
i zapach lata, kwiaty i liście, i zieleniącą się trawę...
i dotyk...
poczuj dotyk, ciepło dłoni...
tych jedynych, dobrych dłoni...
jak czule głaszczą Twoje włosy...

wsłuchaj się w szum liści, delikatnie kołysanych wiatrem,
śpiew ptaków, śmiech dzieci i radosne poszczekiwanie psów...
wsłuchaj się w słowa...
cichy szept...

czy potrzeba czegoś więcej?

***

Zanurzam się w płynną rzeczywistość,
w rwący potok zdarzeń,
lecz już nie płyną pod prąd...
nie walczę z falami...

popłyną z prądem,
niech poniesie mnie do Ciebie...

Komentuj(5)
• godz: 20:21 data: 2008.06.16

Zadam Ci pytanie… dziwne, niezgrabne, nieznośne pytanie, na które z pewnością nie będziesz znał odpowiedzi. Zadam Ci pytanie, bardzo uciążliwe, bo ludzkie, bez wyjścia, bez odpowiedzi… pozornie… bo czy na pewno?

Zadam Ci pytanie – przekornie, bo na nie odpowiem….

Zadam pytanie… zawalczę na śmierć i życie… bo gdzie zaczyna się śmierć, a gdzie się kończy życie?


Komentuj(2)
• godz: 21:25 data: 2007.03.24

To nie świat się zmienia, a my. Ciągle szukamy, błądzimy, odkrywamy nowe horyzonty. Świat w perspektywach. Zdarzenia jak fotografie utrwalają się w naszej pamięci, żeby po latach powrócić, niewyraźne jak czarnobiały film. Może kiedyś jak dziś przyniosą nam uśmiech, a może w ciemności, w samotności, w tłumie... może wróci obraz sprzed lat? Może w oku zakręci się łza i gdy zapytam: "dlaczego?" powiesz mi, że to tylko wiatr. Czy uwierzę? Czy Ty uwierzysz? Nie bój się, zrozumiem.

Teraz uciekam... biegnę przed siebie, na oślep, na pomoc niewołaną, na nieczekany ratune. "Chcę zdążyć, choćby poniewczasie." Nie chcę się spóźnić, muszę być gotowa, kiedy bedziesz mnie potrzebować. Tak, Ty. Jeszcze nie wiem kim jesteś, ale kiedyś przyjdziesz, złapiesz mnie za rękę i powiesz, że to już koniec, że skończył się bieg, ze jestem u celu.

...ale kiedyś tu wrócę:) Zatrzymam sie na chwilę, by popatrzeć w słońce. Wrócę do tego kąta, mych własnych miejsc... wrócą obrazy. Otworzysz okno, do pokoju wpadnie wiatr i zatańczy w naszych włosach. Ten sam, pamietasz? Może serce mocniej zabije, może zaszklą się oczy? Może po polikach popłyną łzy - relikwie przeszłości? kiedyś tu wrócę... wrócę tu, gdzie moje serce... do ludzi, których kiedyś kochałam... może właśnie do Ciebie? kiedyś wrócę:)

Każdy dzień może być tym ostatnim...ostatnio tak mocno to we mnie uderza... przeraża kruchość życia. żyjmy więc, żyjmy tak, aby wykorzystać każdą, nawet najmniejszą chwilkę. Jeżeli Bóg tak zechce, mogę umrzeć nawet dziś, ale nie tak jak miliony, nie w ciszy! wykrzyczę światu, że warto jest żyć! Nie poddam się bez walki, będę łapczywie chwytać powietrze puki starczy mi sił... może umrę już dziś, może jutro, a może za 100 lat, ale na pewno nie będę nieczego żałować. Chcę umrzeć z godności i uśmiechem, na złość tym na górze, którzy kpią sobie z kruchości naszego życia:)

Szanujcie swój czas... bo on na was nie poczeka, umyka jednostajnie w próżnię, którą ktoś kiedyś nazwał przeszłością... nie można go kupić... nie można też zaoszczędzić, więc chwytaj chwilę i bierz z niej jak najwięcej, bo jedyne co możesz to z niego korzystać...

Komentuj(5)
• godz: 08:52 data: 2007.03.2

WIOSNA! WIOSNA! WIOSNA!
no i co z tego, że wiosna?
że niby kwitki motylki i te sprawy?
że niby budzę się do życia?
że niby co?

Czuję wiosne w powietrzu,
czuję każdy powiew watru,
który ją do nas zbliża,
czuję promyki słońca
na mojej skórze:)

Tak, to napewno ona.
Ona, z kwiatkami
i stadami grasujących motyli...

I nie patrzcie tak,
to ja... chyba...:P
tylko taka trochę inna ja...

lepsza?

Komentuj(6)
• godz: 19:49 data: 2007.02.22

Kim ja jestem, żeby odpowiadać za cudze życia?

Nie mogę, nie mam siły, zbyt duży ciężar, a sił coraz mniej w drodze do nikąd.

Wybacz mi...

Nie przyjmę tego daru, zbyt on dla mnie drogi, a ja nie dam Ci nic w zamian, bo nic już nie mam. Gdyby tak można było cofnąć czas, zatrzymać utracone chwile, pozbierać okruchy zdarzeń...
...to i tak bym tego nie zrobiła.

Pewnie zapytałbyś dlaczego?
(zapytałbyś... gdybym dała Ci taka możliwość...)

Jak zwykle nie potrafię Ci odpowiedzieć. Nie potrafię? A może po prostu nie chcę? Może nie chcę się tłumaczyć, albo zwyczajnie się boję - jeżeli przyjmiemy, że strach jest zjawiskiem normalnym...

Brak słów - cisza.
Cisza normalna - całkiem nieznośna.
Cisza? - no wiesz, taki mały hałas...

a Ty nie wiesz...

I tak trwamy w ciszy, przerwanej pytaniem: " O czym myślisz?"

Myślę wtedy:
"cóż za idiotyczne pytanie. Skąd mam wiedzieć o czym myślę, skoro mam milion myśli na sekundę? Jak mam je wszystki zapamiętać? Pfy... jaki rozmówca takie i pytania... o!"

Odpowiadam:
"Nie wiem"
(co w gruncie rzeczy jest prawdą tak oczywistą jak to, że jutro na obiad znów będą pierogi przywiezione dziś od babci... ruskie - bo tanie)

i dodaję:
"o niczym"
(zdając sobie tym samym sprawę z idiotyczności mojej odpowiedzi, w gruncie rzeczy porównywalnej do zadanego pytania)

J niech mi ktoś powie, że życie jest płaskie i niczym mnie już nie zaskoczy... nie uwierzę, bo skoro miało by tak być, to wytłumaczcie mi proszę, dlczego wciąż zaskakuję samą siebie?

Komentuj(4)
• godz: 20:20 data: 2007.01.8

...i znów to cholerne uczucie bezsensu...
oczywiście najbliższe wydarzenia wcale w niczym mi nie pomagają...
oczywiście jak wszyscy wiedzą, nienawidzę sytuacji, na które nie mam wpływu, a tu jak na złość coraz częściej mi się zdarzają...
i pytam: dlaczego?
Żeby jeszcze bardziej mnie dobić?
Nie ma to jak porządny kop w tyłek...o tak!
Na rozpęd... w sam środeczek...
Jedna wielka kupa!

Najpierw Głupek...
no bo nie po to urabiam sobie rodziców przez cały tydzień,
nie po to się ciągle z nimi kłócę,
i w końcu nie po to narażam własne zdrowie
(w celu udowodnienia im, że jestem odpowiedzialna, a raczej, że MY jesteśmy odpowiedzialni),
nie po to... żeby on to wszystko zepsuł...
Ja wiem, że chciał dobrze, ale jak to mówią "dobrymi chęciami..." no właśnie...
Po co się miesza w sprawy między nami?

Po drugie studniówka...
Nie dość, że maraton, to jeszcze ciągle wiatr w oczy. Nie, żebym narzekała, ale wkurza mnie, że dyrektor ustala sobie jakieś prawa z kosmosu. Po drugie to co to za argumentacja?
1. impreza alkoholowa - nie ma to jak hipokryzja...
2.jak się złamię to inni będą to wykorzystywać - suuuper... każdy tylko na to czeka... nie ma to jak, kurdę, "szkoła o niezachwianych zasadach"...szkoda, że w innych sprawach nie są tacy niezachwiani...
3.dzieci nie chodzą na imprezy dla dorosłych - dorosłych? pełnoletność ma mało wspólnego z dorosłością, bo o dorosłości nie decyduje wiek, a dojrzałość.

I teraz co mnie denerwuje?

Ta hipokryzja, to pieprzone zakłamanie. pod zasłoną praw i przestrzegania zasad kryje się nic innego, jak degradacja autorytetu nauczyciela, bo przecież nikt nie wspomina o tym, że na imprezie rzekomo bezalkoholowej, na stołach nauczycielskich stoją produkty tzw. branży monopolowej... Autorytety, przykłady... i co jeszcze? No bo rola pedagoga kończy się, kiedy opuszcza mury szkoły? Czy poza szkołą przestaje  być nauczycielem i wychowawcą?

grrr... zła zła zła!

Co jeszcze? Moja kondycja fizyczno-psychiczna ma się nie najlepiej... raczej w dalszym ciągu jest średnio-słaba, z podkreśleniem na słaba. Właściwie staje się to pewnym rodzajem rutyny. Ciągle staję przed wyborem mniejszego zła: jeść czy nie jeść? JEŚĆ - rzygać. NIE JEŚĆ - krzywdzić siebie.

nie chcę takiego życia...


Komentuj(10)
• godz: 08:11 data: 2006.11.27

...od 8.00 powinnam być w szkole... i co? i nic... i siedzę w domu i nie wiem czy mam tam iść, czy dam radę, czy znów nie powtórzy się ten pieprzony schemat... ja już tak nie umiem! Tonę w chorych marzeniach, zanurzam się i płynę, lecz droga jest długa a sił coraz mniej... a ja jestem już u kresu...

choć w sumie jeszcze nie do końca... czasem mam wrażenie, że ciągle kręcę się w kółko, że droga, którą zmierzam do niczego mnie nie prowadzi. A jednak idę. Idę za każdym razem, kiedy czuję Twoją dłoń na swoim ramieniu; za każdym razem, kiedy twa niewidzalna ręka pomaga mi się podnieść...

tyle razy rzucałam kamieniami w słońce... myślałam, że już tu nie wrócę, że nie jest mi to potrzebne... chciałam pozbyć się zapisanych tu myśli, wyrzucić w kąt wspomnienia, a jednak wciąż wracam... tak jak wraca się do domu. Choćbyśmy palili za sobą wszelkie mosty, to pośród milionów dróg, zawsze znajdziemy tę jedyną, tę, która zaprowadzi nas tam, gdzie będziemy bezpieczni. Nie potrafię żyć beż tego nic nie znaczącego pisania, kilku niezgrabnych słów...

Jedyne co mi ostało to to głupie pisanie i moje malowanie, które pozwalają mi się wtrazić, które pozwalająwyrzucić z siebie choć cząstkę tego co siedzi gdzieś tam w środku, pasożyt, żerujący na moim jestestwie...

Nie potrafię mówić o tym co czuję, nie potrafie obarczyć nikogo moimi problemami, bo wiem jak mi samej jest z nimi ciężko. Czy to grzech? Właściwie nawet nie jestem pewna czy miałoby to jakikolwiek sens. Nikt nigdy nie chciał mi poznać, a mnie na tym nie zależało. Nikt nigdy nie pytał, dlaczego tak jest. Będąc dzieckiem nawet nie lubiłam się przytulać... nigdy nie czułam z nikim jakiejś nierozerwalnej więzi i nie czułam, że do kogoś przynleżę. Zawsze żyłam jakoby trochę z boku, nie rzucając się w oczy, nie wyróżniając i nie wchodząc w konflikty, nie angażując się w to co mnie otacza, bo to i tak miało przeminąć, by mogło przyjść coś nowego, nieznanego... coś, czego będę się bała, a zarazem będzie mnie to fascynować, kusić...

Od zawsze żyłam sama za murem ciszy, leżałam na posłaniu z marzeń, wptrując się w gwiazdy i czekałam... i choć czasem ktoś przystawał, chcąc zobaczyć to co ja widzę... i choć przyrzekał na wszystkie świętości, że będzie zawsze, że podaruje mi wieczność, że złoży ją u mych stóp, to ja ja i tak wiedziałam... wiedziałam, że on i tak przeminie...


Komentuj(5)
• godz: 20:12 data: 2006.10.30

...bo co to jest miłość?
zakwitła wiosna i przyszły kwiaty...
nawet tak ciepło się jakoś zrobiło
a za oknem jesień
złota, polska jesień
zimna i mokra

przyszła wiosna i zakwitły kwiaty
a wszystko jakoś tak nie po kolei...
dziwne takie
niby ten sam scenariusz
ale jakiś nowy

wiosna nabrzmiewa i wybucha
a za oknem deszcz
i w Twoich oczach
i tylko cisza zostaje
wiesz...
cisza - taki mały hałas...

przyszła wiosna
podaj mi rękę
i chodź ze mną do słońca
i choć raz pozwól mi spłonąć...

Komentuj(5)


-----------------------------------
moja twórczość:)

habakuk
serce